Jak zaplanować rejs między wyspami w Tajlandii i nie zwariować

0
14
Rate this post

Nawigacja:

Od czego zacząć planowanie rejsu między wyspami w Tajlandii

Określenie stylu podróży i budżetu

Rejs między wyspami w Tajlandii może wyglądać zupełnie inaczej dla każdego: od plecakowego skakania po wyspach lokalnymi promami, po kilka dni na komfortowym katamaranie z załogą. Zanim zaczną się szczegóły, trzeba uczciwie odpowiedzieć sobie, jakim typem podróżnika jesteś i ile realnie możesz wydać. Inaczej planuje się trasę dla kogoś, kto chce imprezować i spać w dormach, a inaczej dla pary, która liczy na ciche zatoczki i klimatyczne bungalowy nad wodą.

Ustal trzy rzeczy: maksymalny budżet całkowity, średni budżet dzienny oraz margines bezpieczeństwa (rezerwa). Ten margines przy rejsach między wyspami jest kluczowy, bo dochodzą opóźnienia promów, zmiany pogody, czasem konieczność zmiany trasy. Dobrze, jeśli minimum 10–20% całej kwoty zostaje na „nieprzewidziane” wydatki: dodatkowy nocleg, taksówka wodna, droższy prom, gdy tańszy jest wyprzedany.

Styl podróży wpływa na wszystkie dalsze decyzje: wybór wysp, rodzaj transportu, porę roku i długość pobytu na poszczególnych wyspach. Plecakowicz zaakceptuje późny speedboat, lekkie bujanie i nocny przyjazd. Rodzina z dziećmi będzie wolała poranne, stabilne promy i krótsze odcinki. Im wcześniej to jasno określisz, tym mniej frustrujących kompromisów w trakcie wyjazdu.

Wybór regionu: Zatoka Tajlandzka czy Morze Andamańskie

Rejs między wyspami w Tajlandii to w praktyce dwie główne „sceny”: Zatoka Tajlandzka (Ko Samui, Ko Phangan, Ko Tao) oraz Morze Andamańskie (Phuket, Krabi, Ko Phi Phi, Ko Lanta, Ko Lipe i dziesiątki mniejszych wysp). W teorii da się połączyć oba regiony w jednym wyjeździe, ale przy ograniczonym czasie najrozsądniej wybrać jeden i zrobić go porządnie. Przeskakiwanie między nimi zabiera cały dzień i zwykle psuje rytm podróży.

Morze Andamańskie to pocztówkowe klify, turkusowe laguny, słynne wyspy jak Phi Phi czy rejon Krabi. Więcej tu spektakularnych widoków, ale też tłumów na najbardziej znanych trasach. Z kolei Zatoka Tajlandzka bywa nieco spokojniejsza (zwłaszcza Ko Tao poza wysokim sezonem nurkowym), ma łagodniejsze wejścia do wody i dość dobry wybór połączeń promowych między wyspami.

Przy krótkim urlopie (10–12 dni) wybierz jeden region i nie kombinuj z łączeniem go z drugim końcem kraju. Przy dłuższym (3 tygodnie i więcej) można sensownie połączyć np. Phuket/Krabi z Ko Samui, ale lepiej zaplanować to jako wyraźne dwie części wyjazdu, rozdzielone lotem i jednym „dniem logistycznym”.

Realistyczny czas trwania i tempo rejsu

Najczęstszy błąd przy planowaniu rejsu między wyspami w Tajlandii to zbyt ambitna liczba wysp w zbyt krótkim czasie. Transport wodny – nawet szybki – zabiera pół dnia: dojazd do portu, oczekiwanie, rejs, wysiadanie, transfer do hotelu. Dwa–trzy takie dni w tygodniu potrafią zamienić wakacje w maraton biletowo-promowy.

Sensowne tempo dla większości osób to minimum 3 noce na jednej wyspie. To daje jeden dzień „na wejście”, jeden cały na plaże/wycieczki i jeden na pożegnanie lub spokojny odpoczynek. Wyjątkiem są małe wysepki, na które wpada się świadomie na 1–2 noce, wiedząc, że chodzi bardziej o klimat miejsca niż długie zwiedzanie.

Przy dwóch tygodniach realnego pobytu (bez dni przelotu) dobrze jest wybrać 3–4 wyspy w jednym regionie. Przy tygodniu – 2 wyspy, ewentualnie 3, jeśli jedna jest tylko na krótki „przeskok”. Z takim podejściem łatwiej utrzymać spokój psychiczny, nie gonić za promami i skupić się na tym, po co się w ogóle leci – na morzu, plażach i luzie.

Jak wybrać wyspy i ułożyć sensowną trasę

Najpopularniejsze „scenariusze” tras w Morzu Andamańskim

Rejon Morza Andamańskiego aż prosi się o skakanie po wyspach. Warto jednak unikać chaosu i oprzeć się na kilku sprawdzonych schematach. Dobry punkt startu to loty do Phuket lub Krabi – stamtąd sieć połączeń promowych jest najgęstsza.

Przykładowe, proste trasy:

  • Phuket – Ko Phi Phi – Ko Lanta: krótki rejs między wyspami, dobre połączenia, możliwość powrotu z Lanty do Krabi. Idealne połączenie ładnych plaż i zróżnicowanej infrastruktury.
  • Krabi (Ao Nang) – Railay – Ko Lanta: świetna dla osób, które chcą klifów i spokojniejszych plaż, bez typowo imprezowego klimatu Phi Phi.
  • Phuket – Ko Yao Yai/Noi – Krabi: wariant dla tych, którzy wolą mniej turystyczne wyspy, lokalny klimat i spokojniejszą atmosferę.

Na dłuższy wyjazd (2–3 tygodnie) można dorzucić bardziej oddalone Ko Lipe czy archipelag Trang (Ko Mook, Ko Kradan, Ko Ngai), ale to generuje kolejne, dłuższe przeloty promem. Im dalej na południe, tym wyspa spokojniejsza, ale i bardziej ograniczona logistycznie – to trzeba uwzględnić przy planowaniu powrotu.

Scenariusze tras w Zatoce Tajlandzkiej

W Zatoce Tajlandzkiej klasyczny trójkąt to Ko Samui – Ko Phangan – Ko Tao. Rejs między tymi wyspami jest prosty, bo obsługują go duże firmy promowe w kilku godzinach dziennie. Taka trasa daje sensowne połączenie lepszej infrastruktury (Samui), klimatu „relax & yoga” (część Phangan) i nurkowego charakteru Ko Tao.

Przykładowe układy:

  • Ko Samui – Ko Phangan: dla osób, które nie chcą długich rejsów. Samui jako baza z lotniskiem i wygodnymi hotelami, Phangan jako bardziej „wyspiarskie” przedłużenie.
  • Ko Samui – Ko Phangan – Ko Tao: przy 12–14 dniach spokojnie da się zaplanować po 3–4 noce na każdej wyspie, zostawiając miejsce na odpoczynek.

W Zatoce łatwiej połączyć rejs między wyspami z wycieczkami jednodniowymi (np. Ang Thong Marine Park z Samui/Phangan). Dobrze jest uwzględnić to przy wyborze bazy – niektóre miejsca mają więcej lokalnych operatorów, lepsze łodzie i większą elastyczność przy pogodzie.

Jak łączyć „turystyczne hity” z cichymi wyspami

Najlepsze rejsy między wyspami w Tajlandii łączą znane miejsca z mniej oczywistymi. Turystyczne hity mają swoje plusy: lepsze połączenia, bogatą ofertę wycieczek, restauracje, bary. Problem zaczyna się, gdy cały wyjazd kręci się tylko wokół Phi Phi czy Haad Rin na Ko Phangan. Wtedy zamiast relaksu dostaje się tłum i głośną muzykę do późna.

Rozsądny układ to: jedna baza w miejscu „głównym” i jedna–dwie wyspy spokojniejsze. Przykładowo:

  • Phi Phi + Ko Lanta
  • Ko Phangan (poza Full Moon Beach) + Ko Tao
  • Phuket (ale na spokojniejszym wybrzeżu, np. Nai Harn) + Ko Yao Noi

W praktyce dobrze działa schemat: zaczynasz w miejscu bardziej „cywilizowanym”, gdzie możesz ogarnąć kartę SIM, wymienić pieniądze, złapać rytm. Później przenosisz się na spokojniejsze wyspy, kiedy największe formalności masz już za sobą. Pod koniec można wrócić na bardziej rozwiniętą wyspę, z której łatwo dotrzeć na lotnisko, bez stresu, że jeden prom rozwali cały plan powrotu.

Pory roku, pogoda i sezonowość rejsów między wyspami

Sezon wysoki, niski i przejściowy – co to realnie oznacza na morzu

Tajlandia jest destynacją całoroczną, ale warunki na morzu mocno różnią się w zależności od pory roku i regionu. To klucz do zaplanowania bezpiecznego i względnie spokojnego rejsu między wyspami. Wysoki sezon w Morzu Andamańskim to mniej więcej listopad–kwiecień, z najlepszymi warunkami od grudnia do lutego. W Zatoce Tajlandzkiej z kolei bardzo dobre miesiące to luty–kwiecień oraz lipiec–sierpień, choć lokalne różnice też robią swoje.

Inne wpisy na ten temat:  Indonezja poza Bali: 5 wysp z rajskimi plażami i noclegami w dobrej cenie

W sezonie wysokim morze jest zazwyczaj spokojniejsze, kursuje więcej łodzi, a rozkłady są bardziej stabilne. Trzeba się za to liczyć z większą liczbą turystów, wyższymi cenami i szybszym wyprzedawaniem biletów na popularne trasy i godziny. W sezonie niskim (monsuny) zdarzają się dni, kiedy promy nie wypływają w ogóle – to nie tylko „strategia firm”, ale realne kwestie bezpieczeństwa.

Okresy przejściowe (październik–listopad, kwiecień–czerwiec w niektórych rejonach) bywają loterią. Można trafić na cudownie puste plaże i idealną pogodę, ale też kilka dni z rzędu z chmurami i falą. To właśnie w takich miesiącach nie powinno się planować ciasnych przesiadek prom–samolot w tym samym dniu.

Morze Andamańskie vs Zatoka Tajlandzka pod kątem pogody

Te dwa regiony „żyją” trochę innym rytmem monsunowym. Gdy w jednym bywa sztormowo, w drugim może być przyjemnie. Przy dłuższym wyjeździe, planowanym elastycznie, można to wykorzystać.

W dużym uproszczeniu:

  • Morze Andamańskie: najlepsze warunki od listopada do kwietnia. Szczyt pogody i cen – grudzień–luty.
  • Zatoka Tajlandzka (Samui/Phangan/Tao): bardzo dobrze od lutego do kwietnia, dobre warunki też latem (lipiec–sierpień). Gorsze okresy to mniej więcej listopad, kiedy pada intensywniej, a morze bywa niespokojne.

Nie oznacza to, że poza „idealnym” okresem nie da się pływać. Rejsy między wyspami odbywają się przez większość roku, ale komfort może być znacznie niższy, a ryzyko odwołania czy przełożenia kursu rośnie. Jeśli źle znosisz bujanie, masz tendencję do choroby morskiej lub podróżujesz z dziećmi, lepiej trzymać się okresów bardziej stabilnych.

Jak pogoda wpływa na wybór typów łodzi i godzin rejsów

Przy wyższym falowaniu różnicę robi nie tylko wybór regionu i pory roku, ale także rodzaj łodzi i godzina, o której wypływasz. Rano morze bywa zwykle spokojniejsze niż po południu, kiedy wiatry się wzmaga­ją. W praktyce wiele osób świadomie rezerwuje poranne kursy, nawet jeśli oznacza to wcześniejsze wstawanie – komfort i mniejszy stres szybko wynagradzają tę „niewygodę”.

W trudniejszych warunkach pogodowych bardziej stabilne są duże promy niż małe speedboat’y. Oczywiście, płyną dłużej, ale kołyszą łagodniej, a na pokładzie można wyjść na zewnątrz, pooddychać, napić się wody. Gdy prognozy są niepewne, lepiej zrezygnować z najbardziej „sportowych” opcji najszybszych łodzi na rzecz „wolniejszych, ale bezpieczniejszych” kolosów.

Dobrą praktyką jest sprawdzanie prognozy wiatru i fal (np. Windy, Windguru), a nie tylko deszczu czy temperatury. Dzień z lekkim deszczem i łagodnym wiatrem bywa znacznie przyjemniejszy w rejsie niż błękitne niebo, ale silny wiatr boczny i wyższe fale.

Łódź longtail płynie po turkusowej wodzie u stóp klifów w Tajlandii
Źródło: Pexels | Autor: Lu Zhao

Rodzaje transportu morskiego i jak dobrać je do siebie

Duże promy: stabilność i wygoda kosztem czasu

Duże promy to kręgosłup komunikacji między wyspami w Tajlandii. Obsługują je m.in. takie marki jak Raja Ferry, Seatran, Lomprayah (ten ostatni również szybkie katamarany). Ich największą zaletą jest stabilność, spora ładowność i możliwość relatywnie komfortowego przemieszczenia się z dużym bagażem, dziećmi czy osobami o słabszej kondycji.

Na dużych promach zwykle jest kilka pokładów: wewnętrzne, klimatyzowane, oraz zewnętrzne, gdzie można usiąść na ławkach i podziwiać widoki. Wiele ma małe sklepiki z napojami i przekąskami. To dobry wybór, jeśli:

  • łatwo łapiesz chorobę morską,
  • masz ciężki bagaż (plecaki, walizki),
  • podróżujesz z dziećmi lub osobami starszymi,
  • nie ciśniesz czasu „na styk” i możesz dodać godzinę–dwie rejsu.

Minusy: dłuższy czas przeprawy, często większe opóźnienia przy załadunku/rozładunku i nieco mniej elastyczny rozkład – kursy są rzadsze niż mniejszych łodzi, choć na głównych trasach i tak jest z czego wybierać.

Speedboat’y i katamarany: szybko, ale intensywniej

Speedboat’y to szybkie łodzie motorowe, które znacznie skracają czas rejsu między wyspami w Tajlandii. Są popularne na trasach typu Phuket – Phi Phi, Krabi – Phi Phi, a także przy niektórych połączeniach z mniejszymi wyspami. Katamarany (np. szybkie jednostki Lomprayah w Zatoce) są kompromisem między szybkością a stabilnością.

Longtail’e: klimat, elastyczność i kompromisy

Tradycyjne łodzie longtail to ikona tajskich wysp. Drewniany kadłub, silnik z długim wałem, kolorowe wstążki na dziobie – wygląda to pięknie na zdjęciach i na żywo, ale ma konkretne konsekwencje dla komfortu i bezpieczeństwa.

Najczęściej używa się ich na krótszych odcinkach: między plażami (np. Railay – Ao Nang), z portu na pobliskie wyspy (Hong Island, 4 Islands, okolice Phi Phi) albo jako transfer z większego promu na brzeg, gdy głębokie jednostki nie mogą podpłynąć do plaży.

Longtail ma sens, gdy:

  • trasa jest krótka (kilkanaście–kilkadziesiąt minut),
  • morze jest spokojne, bez wyraźnej fali,
  • chcesz dopłynąć w konkretne, mniej uczęszczane miejsce, gdzie nie kursują regularne promy.

Minusem jest hałas silnika, niższa stabilność i mniejsza ochrona przed wodą. Przy większej fali ubrania i bagaż na dnie łodzi realnie mogą zmoknąć. Warto mieć przy sobie wodoodporny worek albo przynajmniej solidny pokrowiec na elektronikę – szczególnie, gdy płyniesz na wyspę bez pomostu i wysiadasz prosto do wody.

Na longtail’u nie licz na wyszukane standardy bezpieczeństwa. Kapoki zwykle są, ale ich stan bywa różny. Zazwyczaj skipper zna lokalne warunki jak własną kieszeń, jednak przy silnym wietrze i wyraźnej fali lepiej przełożyć taki rejs lub wybrać większą jednostkę.

Prywatne czartery: kiedy mają sens, a kiedy to przerost formy

W rejonach mocno turystycznych (Phuket, Krabi, Samui) można wynająć prywatną łódź – od małego speedboat’a po elegancki jacht. Taka opcja kusi wolnością, ale nie zawsze jest praktyczna.

Prywatny czarter sprawdza się, gdy:

  • podróżujesz w grupie (rodzina, znajomi) i koszt rozkłada się na kilka osób,
  • masz specyficzny plan – chcesz połączyć kilka wysp lub zatok w jeden dzień bez zorganizowanej wycieczki,
  • zależy ci na elastycznym czasie – wypłynięciu wcześniej lub później niż standardowe wycieczki, unikaniu tłumów.

W kontekście rejsów transferowych między wyspami prywatny czarter ma sens głównie tam, gdzie brakuje regularnych połączeń albo godziny kompletnie nie pasują do reszty trasy. Czasem wystarczy jednak przestawić plan o dzień w tę czy tamtą stronę i skorzystać z normalnego promu, zamiast przepłacać kilkukrotnie.

Jeśli decydujesz się na czarter, dopytaj:

  • czy łódź ma komplet kamizelek ratunkowych dla wszystkich,
  • czy w cenie są paliwo, opłaty parkowe, transfer na/z hotelu,
  • co się dzieje przy nagłej zmianie pogody – czy jest możliwość zmiany godziny lub dnia bez gigantycznej dopłaty.

Jak rozsądnie mieszać różne typy łodzi w jednym wyjeździe

Przy kilku wyspach w planie naturalnie pojawia się miks: raz prom, raz speedboat, raz longtail. Prosty schemat, który zwykle działa:

  • dłuższe odcinki między „głównymi” wyspami – duży prom lub katamaran,
  • krótsze transfery na popularnych trasach – speedboat (jeśli morze spokojne),
  • dojazdy na plaże, małe wysepki, punkty widokowe – longtail.

Przykład z praktyki: przelot do Krabi, z portu Krabi Pier duży prom na Ko Lantę, później z Lanty speedboat na Phi Phi, a na miejscu poruszanie się między plażami longtail’ami. Na drogę powrotną do lotniska wybór stabilnego, porannego promu zamiast „ostatniej popołudniowej łódki” mocno obniża poziom stresu.

Planowanie logistyczne krok po kroku

Jak ustalić kolejność wysp, żeby nie gonić własnego ogona

Największy błąd przy planowaniu rejsów między wyspami to chaotyczne skakanie w tę i z powrotem. Kolejność wysp powinna być możliwie liniowa. Innymi słowy: startujesz blisko lotniska, oddalasz się od niego w miarę trwania podróży, a na koniec znowu zbliżasz się do dobrego portu wylotowego.

Przy planowaniu warto zadać sobie kilka konkretnych pytań:

  • Z jakiego lotniska realnie jest najłatwiej zacząć – Phuket, Krabi, Surat Thani, Samui, Bangkok?
  • Czy da się ułożyć trasę tak, by nie wracać tą samą łodzią po własnych śladach?
  • Która wyspa będzie „bezpieczną bazą” na koniec – z dużą liczbą połączeń do lotniska?

Przykład: przylot do Phuket, nocleg blisko portu, prom na Phi Phi, dalej speedboat na Ko Lantę, na końcu powrót promem z Lanty do Krabi i wylot z Krabi. Zero powrotu na Phuket, zero niepotrzebnych kółek.

Łączenie rejsów z lotami: ile czasu zostawić na przesiadkę

Teoretycznie rozkłady pięknie się składają: prom dopływa o 13:30, lot o 15:45. W praktyce wystarczy lekka fala, wolniejsze wyładowanie bagaży lub korek na drodze z portu i cały plan się rozsypuje. Bezpieczeństwo i rozsądek są ważniejsze niż „uratowanie” jednej dodatkowej plażowej godziny.

Przy łączeniu promu z lotem dobrze sprawdza się kilka prostych zasad:

  • na lot międzynarodowy – dopłynięcie do portu co najmniej 5–6 godzin przed odlotem,
  • na lot krajowy – 4 godziny buforu to zdrowe minimum,
  • przy niepewnej pogodzie – jeszcze więcej lub dodatkowa noc w mieście/na wyspie z lotniskiem.

Często lepszym rozwiązaniem jest spędzenie ostatniej nocy w Krabi Town, Phuket Town czy na Samui, zamiast spać „do końca” na odległej wyspie. Rano spokojne śniadanie, hotelowy transfer na lotnisko i znacznie mniej nerwów.

Przesiadki „kombinowane”: prom + bus + kolejna łódź

Na wielu trasach sprzedawane są zbiorcze bilety typu „Ko Tao – Krabi” czy „Phi Phi – Samui”. W pakiecie masz prom, bus, czasem kolejną łódź. To może być wygodne, ale potrafi też męczyć – dużo czekania, przepakowywania się, wymiany naklejek z nazwami docelowych miejsc.

Inne wpisy na ten temat:  Kitesurfing w raju – gdzie spróbować?

Żeby to ogarnąć bez frustracji:

  • upewnij się, czy w ramach biletu na pewno masz wszystkie odcinki aż do ostatniego punktu,
  • zrób zdjęcie biletu i naklejek – czasem zbierają oryginały po drodze,
  • przy przesiadkach na mniejsze busiki nie pakuj wszystkiego do głębokiego luku; przyda się mały plecak pod ręką.

Dla części osób lepszą opcją bywa rozbicie takiej trasy na dwa etapy z noclegiem po drodze – np. zamiast jednego morderczego transferu Ko Tao – Krabi, przystanek na noc na Samui czy w Chumphon.

Rezerwacja biletów na promy i łodzie

Gdzie i kiedy kupować bilety

Bilety na rejsy między wyspami można kupić na kilka sposobów: online, przez lokalne agencje, w hotelu czy bezpośrednio w kasie przy porcie. Każde rozwiązanie ma swoje plusy.

Rezerwacje online (Bookaway, 12GoAsia, strony przewoźników):

  • pełen podgląd rozkładów, łatwo porównać godziny i typ łodzi,
  • spokój psychiczny w wysokim sezonie na popularnych trasach (Phuket – Phi Phi, Samui – Phangan w okresie imprez),
  • czasem symbolicznie wyższa cena, ale oszczędność biegania po agencjach.

Lokalne biura i hotele:

  • często te same ceny co w kasie portowej,
  • od razu można dogadać transfer z hotelu do portu,
  • łatwo zmienić godzinę lub dzień, jeśli rezerwacja jest na miejscu, a nie przez zewnętrzny portal.

W niskim sezonie na mniej popularnych trasach bilet da się kupić nawet na godzinę przed odpłynięciem, ale przy świętach, Sylwestrze, Full Moon Party czy chińskim Nowym Roku lepiej mieć wszystko zarezerwowane z wyprzedzeniem.

Co realnie zawiera bilet i na co zwracać uwagę w opisie

Przy opisie rejsu liczą się szczegóły. Nie wystarczy, że jest napisane „Ko Lanta – Krabi”. Dobrze jest sprawdzić:

  • miejsce startu i zakończenia – „Krabi” może oznaczać różne przystanie oddalone od siebie o kilkadziesiąt minut jazdy,
  • typ łodzi – „ferry”, „speedboat”, „catamaran”; od tego zależy komfort i potencjalne opóźnienia,
  • czas trwania – często podany orientacyjnie; przy złej pogodzie dodaj w głowie 30–60 minut,
  • transfery w cenie – czy bilet obejmuje dojazd minivanem do hotelu/lotniska, czy trzeba dopłacić na miejscu.

Niektóre bilety mają w cenie odbiór z hotelu tylko z konkretnych plaż (np. wyłącznie w rejonie Ao Nang, bez Railay). Jeśli śpisz poza tą strefą, kierowca albo nie przyjedzie, albo zażyczy sobie dopłaty. Te szczegóły zwykle są drobnym drukiem, ale oszczędzają sporo nerwów.

Zmiany planów i elastyczność biletów

Przy tropikalnej pogodzie i wyspiarskiej logistyce zmiana planów jest normą. Jednego dnia morze gładkie jak stół, kolejnego – odwołane kursy. Dlatego przy dłuższej trasie między kilkoma wyspami dobrze jest:

  • nie kupować z góry wszystkich biletów na cały wyjazd – zostaw trochę przestrzeni na korekty,
  • sprawdzić, czy bilet można bezpłatnie przełożyć na inny dzień/godzinę,
  • mieć zapisany kontakt do biura, które wystawiło bilet – szybki telefon bywa skuteczniejszy niż szukanie nowej oferty.

Na głównych kierunkach często wystarczy elastyczne podejście i przyjście do portu na wcześniejszy kurs – jeśli są wolne miejsca, większość firm przebookuje cię za darmo lub za niewielką opłatą. W szczycie sezonu lepiej tego nie zakładać jako pewnik.

Łódź longtail płynie po błękitnym morzu w stronę zielonych wysp Tajlandii
Źródło: Pexels | Autor: Tom Lorber

Bezpieczeństwo na wodzie i zdrowie w trakcie rejsów

Choroba morska: profilaktyka zamiast heroizmu

Nawet osoby, które na co dzień dobrze znoszą podróże, potrafią dostać solidnego zawrotu głowy na małym speedboat’cie przy bocznej fali. Zamiast „udawać twardziela”, prościej przygotować się zawczasu.

Pomagają proste triki:

  • miejsce na łodzi – szukaj środka jednostki, z dala od dziobu i rufy; im mniej ruchu przód–tył, tym spokojniej dla żołądka,
  • wzrok na horyzoncie – wpatrywanie się w telefon, książkę czy fale tuż przy burcie zwykle pogarsza sytuację,
  • lekki żołądek – nie wsiadaj po ciężkim, tłustym obiedzie, ale też nie płyń zupełnie na pusty żołądek; mała przekąska jest rozsądna.

Tabletki na chorobę lokomocyjną można kupić w lokalnych aptekach, jednak część z nich mocno usypia. Jeśli planujesz wynajem skutera czy innej łodzi po dopłynięciu, przetestuj dawkę wcześniej lub porozmawiaj z farmaceutą.

Kamizelki, bagaż i proste zasady bezpieczeństwa

Na dużych promach przepisy BHP są w miarę ogarnięte, choć i tu bywa różnie. Na mniejszych łodziach zasada jest jedna: sam zadbaj o siebie. Kilka nawyków robi sporą różnicę:

  • lokalizuj wyjścia ewakuacyjne i kamizelki – nawet jeśli brzmi to paranoicznie, trwa kilkanaście sekund,
  • przy większej fali nie stój niepotrzebnie na dziobie lub na zewnętrznych burtach speedboat’a,
  • warto mieć dokumenty i telefon w wodoszczelnym etui, które trzymasz przy sobie, a nie głęboko w bagażu.

Duże, ciężkie plecaki i walizki lepiej oddać do luku czy wspólnej części ładunkowej, ale najcenniejsze rzeczy trzymaj w małym podręcznym plecaku, który możesz szybko zabrać ze sobą na górny pokład lub na brzeg.

Słońce, odwodnienie i klimat klimatyzacji

Rejs między wyspami to nie tylko falowanie, lecz także pełne słońce, wiatr i klimatyzacja na sterydach. Łatwo tu o błąd: spieczona skóra po godzinie na górnym pokładzie, a zaraz potem wychłodzenie w lodowatej kabinie.

Prosty zestaw „rejsowy” to:

  • lekka koszula lub t-shirt z długim rękawem i czapka/kapelusz na zewnętrzny pokład,
  • Organizacja dnia rejsu: jak się spakować i nie zwariować przy wejściu na pokład

    Większość stresu przed rejsem nie wynika z samej podróży, tylko z chaosu w porcie. Da się to mocno ograniczyć, jeśli ogarniesz pakowanie i „logistykę dnia” z wyprzedzeniem.

    Sprawdza się prosty podział na dwa bagaże:

    • główny plecak/walizka – szczelnie zamknięty, bez zwisających pasków, gotowy do wrzucenia do luku lub na stos bagaży,
    • mały plecak podręczny – wszystko, co przyda się w trakcie rejsu: dokumenty, leki, powerbank, cienka bluza, krem z filtrem, woda, coś do przegryzienia.

    W dzień rejsu:

    • zostaw sobie zapas czasu na check-out z hotelu – czasem bus przyjeżdża wcześniej, a recepcja akurat ma kolejkę,
    • zrób zdjęcie swojego głównego bagażu – jeśli na łodzi będzie kilkadziesiąt czarnych plecaków, łatwiej go namierzysz,
    • trzymaj bilet/booking w łatwo dostępnym miejscu (np. w przezroczystej koszulce lub w aplikacji), bo w porcie często pokazuje się go kilka razy.

    Przy wejściu na łódź nie pchaj się na siłę do przodu. Załoga i tak ustawi bagaże po swojemu, a ty tylko zwiększysz szansę, że twoje rzeczy wylądują na samym dnie stosu i będziesz ostatni przy wyładunku.

    Rejs z dziećmi: jak ugryźć temat, żeby podróż była przygodą, a nie koszmarem

    Rodziny z dziećmi często boją się dłuższych przepraw. Zamiast z tego rezygnować, lepiej przygotować się trochę bardziej niż zwykle. Łódź może być dla dziecka atrakcją samą w sobie, pod warunkiem że dorośli nie są zestresowani.

    Przy planowaniu rejsów z najmłodszymi przydają się trzy założenia:

    • krótsze odcinki, ale częściej – lepiej dwa spokojne transfery po 1,5 godziny niż jeden morderczy, czterogodzinny,
    • stałe pory posiłków – głodne dziecko w ciasnej kabinie to gotowy przepis na kryzys,
    • zapas suchych ubrań – mokre spodenki po falach na dziobie potrafią zepsuć humor na resztę dnia.

    Do małego plecaka dobrze dorzucić:

    • niewielki kocyk lub pareo – do okrycia w przewianej, chłodnej kabinie,
    • proste przekąski (krakersy, banany, suchary) – lekkostrawne, bez intensywnych zapachów,
    • coś do zajęcia rąk: kolorowanka, cienka książeczka, małe klocki w woreczku strunowym.

    Jeśli dziecko ma tendencję do choroby lokomocyjnej, lepiej wcześniej skonsultować z pediatrą dopuszczalne leki i dawki, niż improwizować na miejscu z pierwszym lepszym preparatem z apteki.

    Rejs w sezonie kontra poza sezonem: różnice w planowaniu

    Tajlandzkie morze ma kilka twarzy. Plan ułożony pod styczeń–luty nie zawsze sprawdzi się w maju czy na przełomie września i października. Trasy te same, ale intensywność słońca, liczba połączeń i stabilność pogody już zupełnie inna.

    W wysokim sezonie (suchym) na zachodnim i wschodnim wybrzeżu:

    • promów i speedboatów jest więcej, ale bywają wypełnione do ostatniego miejsca,
    • warto blokować najpopularniejsze odcinki z wyprzedzeniem (zwłaszcza przed świętami),
    • krótsze buforowe czasy między rejsami zwykle są bezpieczniejsze niż w porze deszczowej, ale dalej nie ma gwarancji.

    Poza sezonem sytuacja się odwraca:

    • część połączeń znika całkowicie lub jest łączona (mniej kursów dziennie),
    • opóźnienia i odwołania zdarzają się częściej, zwłaszcza przy silniejszym wietrze,
    • czasem bardziej opłaca się nadłożyć drogi lądem, niż liczyć na rzadki i niepewny prom.

    Dobrym nawykiem jest sprawdzanie na bieżąco nie tylko prognozy pogody, ale też informacji od przewoźnika dzień–dwa przed rejsem. Wiele firm publikuje aktualne komunikaty na Facebooku lub w lokalnych grupach, szybciej niż aktualizuje strony internetowe.

    Jak wybierać trasy między wyspami: praktyczne strategie

    Łączenie wysp logicznie, a nie „bo ładnie brzmią nazwami”

    Kuszący pomysł: „zobaczę wszystko – Phi Phi, Lantę, Samui, Phangan, Tao, trochę Krabi, może jeszcze Koh Chang na deser”. Na mapie wygląda to jak piękna mozaika, w praktyce staje się maratonem przepraw i przesiadek, który wyciska całą przyjemność z podróży.

    Sensowniej jest wybrać jeden region wyspowy na dany wyjazd i poruszać się po nim w sposób przypominający delikatny „łuk”, a nie wielokrotne zygzaki. Przykładowo:

    • zachodnie wybrzeże: Phuket – Phi Phi – Ko Lanta – okolice Krabi,
    • wschodnie wybrzeże Zatoki Tajlandzkiej: Samui – Phangan – Tao,
    • północny wschód Zatoki: okolice Trat – Koh Chang – Koh Mak – Koh Kood.

    Łączenie tych trzech bloków w jednym, krótkim wyjeździe zazwyczaj oznacza więcej dni w transferach niż na plaży. Jeśli naprawdę chcesz spróbować dwóch regionów, połącz je lotem (np. Phuket – Samui lub Krabi – Bangkok – Trat), zamiast szukać egzotycznych kombinacji typu „prom–bus–pociąg–prom”.

    Równowaga między „rajską ciszą” a dobrym połączeniem powrotnym

    Najbardziej odległe wysepki kuszą brakiem tłumów, ale potrafią też mieć bardzo ograniczone połączenia. Dobrą praktyką jest ustawienie całej trasy w lekkiej gradacji:

    1. na początek wyspa łatwo dostępna, z częstymi promami – na rozbieg i aklimatyzację,
    2. potem mniejsze, spokojniejsze wyspy – tam, gdzie możesz utknąć dzień dłużej bez wielkiej tragedii,
    3. na koniec znowu miejsce dobrze skomunikowane z lotniskiem – „bufor bezpieczeństwa” przed wylotem.

    Przykład z praktyki: przylot do Krabi – kilka nocy w Ao Nang – prom na Ko Lantę – przejazd na spokojniejszą Ko Ngai – powrót na Lantę lub do Krabi na ostatnią noc. Jeśli z powodu pogody utkniesz na Ngai, wciąż masz margines na złapanie lotu, bo z Lanty i Krabi kursów jest kilka dziennie.

    Planowanie „dni transferowych” zamiast liczenia każdej minuty

    Najmniej nerwów generuje myślenie o dniu przeprawy jako o pełnoprawnym dniu podróży, a nie „zmarnowanym” czasie. Zamiast upychać na siłę zwiedzanie przed i po rejsie, lepiej ogłosić taki dzień „lekko logistycznym”:

    • spokojne śniadanie,
    • check-out bez biegu, zostawienie bagażu w hotelu jeśli bus jest później,
    • krótki spacer lub kawa w okolicy portu po przyjeździe, zamiast gonitwy na kolejną atrakcję.

    Takie podejście pomaga zaakceptować, że przemieszczanie się jest częścią podróży, a nie tylko kosztem do minimalizowania za wszelką cenę.

    Typy łodzi na tajskich trasach i czego się po nich spodziewać

    Duże promy: wygoda, stabilność i… spokojniejsze tempo

    Klasyczne promy kursujące między większymi portami to najczęstszy wybór przy dłuższych trasach. Ich plusy i minusy są dość przewidywalne:

    • plusy: większa stabilność na fali, więcej przestrzeni (wewnątrz i na pokładzie), toalety, często mały bar lub sklepik,
    • minusy: dłuższy czas rejsu niż speedboat, możliwość lekkich opóźnień przy załadunku bagaży i pojazdów (jeśli to prom samochodowy).

    Na dużym promie łatwiej znaleźć sobie „strefę komfortu”: ktoś woli leżak na górnym pokładzie, inny kącik przy oknie w klimatyzowanej sali. Tego luksusu nie ma na mniejszych łodziach, gdzie siedzenia są z góry przypisane lub po prostu jest ich bardzo mało.

    Speedboat: szybciej, ale intensywniej

    Speedboaty kuszą krótszym czasem przeprawy. Na trasach typu „Phi Phi – Lanta” czy „Krabi – Phi Phi” robią różnicę, gdy nie chcesz spędzić pół dnia na wodzie. Jednocześnie wiele osób po pierwszym rejsie na większej fali ma ochotę przerzucić się z powrotem na powolny prom.

    Przed wyborem speedboat’a warto zadać sobie kilka pytań:

    • jak wygląda prognoza wiatru i fali na dany dzień (w aplikacjach pogodowych znajdziesz te dane),
    • czy masz problemy z kręgosłupem lub kolanami – przy mocnym uderzaniu o fale bywa to odczuwalne,
    • czy na trasie przewidziane są liczne przystanki (podbijanie do innych wysp potrafi wydłużyć rejs i zwiększyć „skakanie”).

    Jeżeli decydujesz się na speedboat, postaraj się zająć miejsce bliżej środka łodzi i nie przy samym dziobie. To minimalizuje „podskakiwanie” i zmęczenie ciała przy dłuższym odcinku.

    Katamarany i łodzie lokalne: kiedy mają sens

    Katamarany obsługujące popularne trasy (np. w okolicach Samui) są zwykle kompromisem między komfortem dużego promu a w miarę szybkim czasem rejsu. Na fali zachowują się stabilniej niż jednostki jednokadłubowe, ale też nie są całkowicie odporne na huśtanie.

    Z kolei longtaile – charakterystyczne, wąskie łodzie z długim wysięgnikiem silnika – to osobna kategoria. Doskonale sprawdzają się na krótkich przeprawach:

    • z plaży na plażę (np. Krabi – Railay),
    • z większej wyspy na maleńkie, pobliskie wysepki (snorkeling, jednodniowe wycieczki),
    • przy transferach hotelowych na wyspach bez dużych przystani.

    Na dłuższe odcinki longtail zwykle nie jest dobrym pomysłem – hałas, brak osłony przed słońcem przy pełnym nasłonecznieniu oraz mniejsza stabilność szybko męczą. Lepiej traktować go jako środek „ostatniej mili”, a nie główną formę transportu międzyodległościowego.

    Najczęstsze błędy przy planowaniu rejsów i jak ich uniknąć

    Zbyt napięty harmonogram i wiara w „idealny rozkład”

    Najbardziej typowy błąd wygląda tak: lot ląduje o 11:10, prom odpływa o 12:30, a w planie od razu jeszcze popołudniowa wycieczka snorkelingowa na kolejną wyspę. Tego typu scenariusze działają tylko w teorii, gdy nic nie pójdzie nie tak: brak kolejki do kontroli paszportowej, walizka w pierwszej dziesiątce na taśmie, taksówka pod ręką i zero korków.

    Rozsądniej jest przyjąć, że:

    • pierwszy dzień po przylocie służy na dotarcie do pierwszej wyspy i spokojne ogarnięcie się,
    • atrakcje typu snorkeling, wycieczki na sąsiednie wysepki czy wypożyczenie skutera planujesz dopiero od kolejnego dnia,
    • ostatni dzień przed lotem nie jest już dobrym momentem na dalekie wypady łodzią.

    Ignorowanie lokalnych świąt i imprez

    Wyspy wokół Samui, Phangan czy w rejonie Phi Phi podczas większych imprez (np. Full Moon Party) potrafią wyglądać logistycznie zupełnie inaczej niż tydzień wcześniej. Rejsy mogą być pełne, ceny skaczą, a bilety znikają z dnia na dzień.

    Zanim na sztywno zaplanujesz trasę, sprawdź:

    • terminy dużych imprez na wyspach, które chcesz odwiedzić,
    • lokalne święta państwowe i religijne (niektóre porty i przewoźnicy ograniczają wtedy kursy),
    • czy w twoim terminie nie przypada szczyt „drugiego sezonu” – np. chiński Nowy Rok.

    Czasem drobna korekta dat (przylot dzień wcześniej, wylot dzień później) oszczędza sporo kombinowania z biletami.

    Brak planu B przy odwołaniu rejsu

    Odwołany prom to nie jest tragedia, jeśli masz w głowie choć zarys alternatywy. Sprawy komplikują się dopiero wtedy, gdy wszystko jest spięte na ostatni guzik, a każdy kolejny element podróży zależy od poprzedniego.

    Przy kilkuwyspowej trasie pomocne bywa:

    • sprawdzenie, czy między kluczowymi punktami istnieje alternatywa lądowa (bus, taxi + inny port),
    • zapisanie nazwy i adresu jednego–dwóch sensownych hoteli w mieście portowym – na wypadek konieczności niespodziewanego noclegu,
    • Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

      Jak zaplanować trasę rejsu między wyspami w Tajlandii, żeby się nie przeładować?

      Przy planowaniu trasy najpierw określ realny czas pobytu „na miejscu” – bez dni przelotów. W Tajlandii zmiana wyspy zwykle zajmuje pół dnia: dojazd do portu, oczekiwanie, rejs, wyjście z łodzi i transfer do hotelu. Jeśli zaplanujesz zbyt wiele przeskoków, wakacje zamienią się w ciągłą logistykę.

      Bezpieczne tempo to minimum 3 noce na jednej wyspie. Przy tygodniu warto ograniczyć się do 2 wysp (maksymalnie 3, jeśli jedna jest „po drodze” i na krótko). Przy dwóch tygodniach rozsądne jest 3–4 wyspy w jednym regionie. Zostaw w planie „luźne” dni bez transportu na wypadek opóźnień i pogorszenia pogody.

      Co wybrać: Zatoka Tajlandzka czy Morze Andamańskie na pierwszy rejs między wyspami?

      Dla większości osób przy ograniczonym czasie najlepiej wybrać jeden region i „zrobić go porządnie”, zamiast skakać między nimi. Przejazd/przelot między Zatoką Tajlandzką a Morzem Andamańskim często zabiera cały dzień i wybija z rytmu podróży.

      Morze Andamańskie (Phuket, Krabi, Ko Phi Phi, Ko Lanta, Ko Lipe) to bardziej widowiskowe krajobrazy – klify, laguny, kultowe wyspy – ale też większe tłumy w najpopularniejszych miejscach. Zatoka Tajlandzka (Ko Samui, Ko Phangan, Ko Tao) ma łagodniejsze plaże, dobre połączenia promowe między wyspami i bywa spokojniejsza, zwłaszcza poza szczytem sezonu nurkowego.

      Ile wysp odwiedzić w 10–14 dni rejsu po Tajlandii?

      Przy 10–12 dniach na miejscu rozsądnie jest wybrać 3 wyspy w jednym regionie. To pozwoli spędzić na każdej po 3–4 noce, z zapasem na logistykę i ewentualne jednodniowe wycieczki. Przy pełnych dwóch tygodniach możesz dodać czwartą wyspę, jeśli nie są od siebie bardzo oddalone.

      Lepszy jest schemat „mniej, ale porządnie” niż „jak najwięcej nazw na mapie”. Na mniejszych wyspach 2 noce mogą wystarczyć, ale bazowe, większe wyspy (np. Phuket, Samui, Lanta, Phangan) warto traktować jako główne przystanki z dłuższym pobytem.

      Jak połączyć popularne wyspy z cichymi miejscami, żeby nie utknąć w tłumie?

      Najwygodniej zaplanować jedną bazę w miejscu dobrze skomunikowanym (tzw. „hit turystyczny”), a potem dorzucić jedną–dwie spokojniejsze wyspy. Popularne wyspy dają lepsze połączenia promowe, większy wybór wycieczek, restauracji i noclegów, ale na dłuższą metę mogą męczyć tłumem i hałasem.

      Sprawdzone układy to na przykład: Phi Phi + Ko Lanta, Phuket (spokojniejsza plaża) + Ko Yao Noi, Ko Phangan (poza Full Moon Beach) + Ko Tao. Dobrze działa też schemat: start w bardziej „cywilizowanym” miejscu (SIM, bankomaty, organizacja), środek pobytu na cichej wyspie, a końcówka znów blisko lotniska, żeby jeden odwołany prom nie zrujnował powrotu.

      Kiedy najlepiej wybrać się na rejs między wyspami w Tajlandii ze względu na pogodę?

      Tajlandia jest kierunkiem całorocznym, ale warunki na morzu mocno zależą od pory roku i regionu. W Morzu Andamańskim (Phuket, Krabi, Lanta, Phi Phi) najlepsze miesiące to mniej więcej listopad–kwiecień, ze szczytem dobrej pogody w grudniu–lutym. W Zatoce Tajlandzkiej bardzo dobre są luty–kwiecień oraz lipiec–sierpień, przy lokalnych różnicach między wyspami.

      W sezonie wysokim morze jest zazwyczaj spokojniejsze, jest więcej połączeń i bardziej przewidywalne rozkłady, ale również wyższe ceny i większy tłok. W sezonie niskim trzeba liczyć się z gorszą widocznością, falami i sytuacjami, gdy promy nie wypływają w ogóle. Zawsze warto mieć w planie jeden „dzień buforowy” przed lotem powrotnym.

      Jak zaplanować budżet na rejs między wyspami w Tajlandii?

      Na początku określ trzy liczby: maksymalny budżet całkowity, średni dzienny budżet oraz rezerwę na nieprzewidziane wydatki. Przy rejsach między wyspami szczególnie ważny jest ten trzeci element – dobrze, jeśli 10–20% całości zostaje na opóźnione promy, dodatkowy nocleg, droższą łódź lub taksówkę wodną.

      Styl podróży (plecakowy vs. wygodny, rodzinny) wpływa na niemal każdy koszt: wybór wysp, rodzaj transportu (lokalne promy vs. szybkie speedboaty), standard noclegu, tempo przemieszczania się. Im wolniejsze tempo i mniej przeskoków między wyspami, tym zwykle niższe koszty i mniejszy stres.

      Skąd najlepiej zacząć rejs między wyspami: Phuket, Krabi czy Ko Samui?

      W Morzu Andamańskim najwygodniej zacząć od Phuket lub Krabi – oba miejsca mają lotniska i gęstą sieć połączeń promowych. Z Phuket łatwo popłynąć na Phi Phi, Ko Yao, a dalej na Lantę; z Krabi (Ao Nang) szybko dostaniesz się do Railay i również na Lantę czy Phi Phi.

      W Zatoce Tajlandzkiej naturalnym startem jest Ko Samui – ma własne lotnisko i dobre połączenia promowe z Ko Phangan i Ko Tao. W praktyce wybór punktu startu warto dopasować do dostępnych, sensownych cenowo lotów z Polski lub innego kraju oraz planowanej trasy powrotnej, tak aby na końcu być znów relatywnie blisko lotniska.

      Co warto zapamiętać

      • Na początku trzeba jasno określić styl podróży (plecakowy, rodzinny, komfortowy) oraz budżet całkowity, dzienny i co najmniej 10–20% rezerwy na opóźnienia, zmianę trasy czy droższe promy.
      • Styl podróży bezpośrednio wpływa na wybór wysp, rodzaj transportu i tempo – to, co akceptuje plecakowicz (późne speedboaty, bujanie, nocne przyjazdy), nie będzie dobre dla rodzin z dziećmi.
      • Przy ograniczonym czasie lepiej wybrać jeden region: Zatokę Tajlandzką (spokojniej, łagodniejsze wejścia do wody, dobre połączenia) albo Morze Andamańskie (spektakularne krajobrazy, więcej tłumów), zamiast tracić cały dzień na logistykę między nimi.
      • Realistyczne tempo to minimum 3 noce na jednej wyspie; przy 2 tygodniach sensownie zaplanować 3–4 wyspy w jednym regionie, a przy tygodniu – 2 (maksymalnie 3 przy jednym krótkim „przeskoku”).
      • Transport wodny zajmuje zwykle pół dnia (dojazd do portu, oczekiwanie, rejs, transfer do hotelu), więc zbyt wiele przejazdów w krótkim czasie zamienia wakacje w męczący maraton promowy.
      • W Morzu Andamańskim warto opierać się na sprawdzonych schematach (np. Phuket – Ko Phi Phi – Ko Lanta, Krabi – Railay – Ko Lanta), a dalsze wyspy jak Ko Lipe czy Trang planować świadomie, licząc się ze słabszą logistyką.